
Zamek łańcucki przed wielką przebudową przez Elżbietę i Romana Potockich nie posiadał łazienek z prawdziwego zdarzenia.
Legendy mówią, że tu gdzie dzisiaj stawek browarny było kąpielisko. Korzystała z niego księżna Lubomirska. Ponoć jeszcze w połowie dziewiętnastego wieku przyjeżdżały tutaj karety z gośćmi z zamku aby się mogli wykąpać. Jak pisała M. Nitkiewicz (Łańcut pod zaborami.Okres pierwszy, Łańcut 1996) - być może kąpiele urządzano "W budyneczku na bastionie".Ponoć także przy apartamencie brennowskim było pomieszczenie do podgrzewania wody.
Bywalec towarzyskich spotkań arystokratycznego światka, ziemianin i gawędziarz Marian Rosco-Bogdanowicz będąc na zamku w Łańcucie dziwił się, że "przepychowi salonów mało odpowiadał brak komfortu pokoi gościnnych. Bowiem przy łóżkach stałe "dziwaczne kantorki" zawierające w schowku miniaturową miedniczkę, zupełnie już nie odpowiadającą epoce w której goście przecież się myli."
Dlatego zaproszeni goście wiedzieli o tym dziwacznym mankamencie wynikającym z dziwactw Pani Marii Alfredowej - teściowej Elżbiety i...przywozili ze sobą gumowe naczynia do mycia - miednice i tuby (wanny).
A wodę kobiety nosiły ze studni na na dziedzińcu zamkowym albo wożono aż z browaru. Proszę sobie wyobrazić ile trzeba było tej wody podgrzać na kuchni węglowej kiedy hrabia lub hrabina chcieli się okąpać.
Ale jeszcze córka Alfreda I - Zofia korzystała ze specjalnych kąpieli zdrowotnych w stawie na Przedmieściu mające uczyć ją pywać i korygować wady postawy.


Wodociąg wiedeńskiej firmy
Hrabia Roman Potocki postanowił założyć wodociąg w Handzlówce który miał około 25 kilometrów rur doprowadzających wodę do zamku. Urządzono zbiorniki pod górą Patria (najwyższą w powiecie). Nad wejściem do zbiornika założono płyta z inskrypcją "Wodociąg ten założył Roman hr. Potocki Trzeci Ordynat na Łańcucie w roku 1893".
Wodociąg wykonała słynna wiedeńska firma budowlana GRAMLIK. Przy wodociągu mieszkał w modrzewiowym domu niejaki dozorca Morawski. Ale pan Zbigniew Trześniowski ( w książce - "To i owo o Łańcucie") opowiada o jeszcze innym dozorcy Kurku. Z jego osobą wyniknęła śmieszna sprawa.
Otóż ktoś doniósł hrabiemu że Kurek w wodzie tej myje krowy, poi nią zwierzęta itp. Zeźlony Roman Potocki wezwał Kurka do zamku, wręczył mu kubek z wodą z kranu zamkowego i polecił wypić
Ale dobra ta woda z tego naszego wodociągu - oblizał się zadowolony Kurek. Hrabia mrukną coś pod nosem i puścił chłopa z powrotem do Handzlówki.
Kiedy po wykonanym remoncie pani Alfredowa (Maria z Sanguszków Potocka) oglądała zamek nigdy ponoć nie wybaczyła synowi Romanowi i synowej Elżbiecie wprowadzonych zmian. Jak przytaczają w swojej monografii "Zamek w Łańcucie" Szanajca i Maszkowska - "Pani Alfredowa zdobyła się jedynie na złośliwą aprecjację ("złośliwe docenienie"): Bardzo ładnie.Całkiem mi Dianabad przypomina" (Dom kapielowy w Wiedniu).
artykuł dodany przez czytelnika
Zarejestruj się
Zaloguj się




















Apel, koncert i piknik
Redakcja telefon
Skrzynka alarmowa
Redakcja e-mail