
Trochę inaczej wyglądały te święta podczas wojny. Alfred pisał, że "przeczytał apel papieża z okazji Świąt Bożego Narodzenia do wszystkich katolików proszący, by wszyscy pracowali dla pokoju, choć z uczuciem niemocy, lecz ufając, że Bóg w końcu odwróci i zetrze z powierzchni ziemi te ohydne wojenne zbrodnie". W wieczór Bożego Narodzenia 1939 roku znienacka przyjechała do Łańcuta ciocia Helena z trojgiem dzieci Romana (kuzyna Alfreda Potockiego), wszyscy zdrowi i cali z przybyli z Wołynia uciekając przed wojną.
Podczas świąt Potocki fundował dwa drzewka na Boże Narodzenie. Jedno w zamku, a drugie w mieście dla biednych dzieci. W czasie wojny Alfred przygotowywał upominki, obfity posiłek, obuwie, ciepłe ubrania.
Alfrd Potocki w zamku ubierał choinkę i organizował uroczystość wigilijną dla służby. Boże Narodzenie rozpoczynał Pasterką. W dzień Bożego Narodzenia odwiedzał siostry Boromeuszki, gdzie gdzie przygotowywał zabawę dla prawie 200 dzieci.


"Przygotowując się starannie przez cały rok, z dodatkowymi kilkoma zakupami uczynionymi w Wiedniu mogłem dać każdemu dziecku ubranie, parę skarpetek, worek orzechów i ciastko z jabłkami." W kolejnym świątecznym dniu przyjmował kilkadziesiąt dzieci z Dąbrówek i ze Smolarzyn. Dostały one posiłek przy drzewku obwieszonym upominkami.
"Tyle było do zrobienia dla dzieci w tym czasie, a tak mało posiadałem zasobów - pisał hrabia w czasie wojennych świąt".
Zarejestruj się
Zaloguj się


















Apel, koncert i piknik
Redakcja telefon
Skrzynka alarmowa
Redakcja e-mail